Daily note Dobre historie Wszystko Żyćko

Dobre historie: 1. Nasz dom.

Pomysł na ten cykl dobrych historii wpadł mi do głowy już dawno. Wspomnienia, sytuacje, obrazy pojawiały się w mojej głowie niemal codziennie, ale nigdy nie przerabiałam ich na tekst. W natłoku codzienności spokojne siedzenie przed komputerem i pisanie w ciszy jest rarytasem, dlatego te historie najpierw powstają w notesie, na kartce. Pisane odręcznie, kawałek po kawałku. Kreślone, zamazywane, dopisywane w adnotacjach, zapisywane hasłowo. Może to i lepiej, że historie, które we mnie są i któer we mnie żyją najpierw dotykają papieru? Może należy im się taka forma? Może utrwalam te obrazy, które mnie ukształtowały jeszcze solidniej kreśląc zawijaski od „j” i kropki nad „i” na zwykłej kartce papieru? Na pewno nie obiecam, że te wpisy będą regularne. Będą cyklem pojawiającym się bez harmonogramu, ale na pewno będą, bo bardzo chcę dać im drugie życie.

Wyobrażam sobie, że dobre historie są jak ziarna. Znajdują jakieś małe miejsce w środku nas i zaczynają kiełkować. Początkowo niezauważalne, bez znaczenia, rozrastają się bujnie, aż wreszcie kwitną. Wierzę, a właściwie to wiem, że każdy takie ziarna w sobie nosi. Wiem też, że warto je podlewać, zamykać oczy i przeżywać je od nowa. Dlatego ja włączam odtwarzanie ponownie, mimo że płyta z tymi scenkami jest już mocno zdarta i nadszarpnięta czasem.

Nasz dom.

Nasz dom jest malutki, stary i drewniany. Oddalony od ulicy, schowany za drugim, nowszym i murowanym. Kiedy się wysiądzie na przystanku kilka kroków od naszego adresu i pójdzie w jego kierunku to patrząc od strony ulicy nawet nie można się domyślać, że on tam jest. Po lewej i po prawej stoją domy z cegły. Cięższe, uziemione, poważniejsze. Ten nasz, z tyłu, nie pasuje do niczego. Na tym naszym wspólnym podwórku w sumie domy są dwa. Ściana przy ścianie, złączone jak bliźniak ale tak naprawdę to ten nasz jest przyklejony jak huba. Jakby narósł na ścianie tego z przodu. Znowu ten „nowy” wcale nie jest taki nowy. Wydaje mi się taki być, bo patrzę na niego oczami dziecka, a oczy dziecka wszystko wyolbrzymiają, wypiękniają, wydłużają to co krótkie i rozszerzają to co wąskie. Małe pokoje wydają się być salonami, stare dywany puszystymi, zdobnymi arrasami, a mały odcinek drogi do przejścia wyprawą na koniec świata. Pewnie i dzisiaj widzę to oczami dziecka. Wygładzam, idealizuję i upiększam, ale tak to widzę i tak chcę to pamiętać.

Co pamiętam? Że na podwórko wchodzi się przez starą, skrzypiącą furtkę. Koło niej, po lewej stronie rosną kwiaty. Nie wiem jakie, pamiętam, że były żółte i wysokie, bo musiałam zadzierać głowę, żeby je zobaczyć. Obok jest mały sad. Zdaje się, że wiśniowy. Żeby się do niego dostać trzeba zeskoczyć z małej górki. Z tej górki zjeżdżam też zimą na sankach i wydaje mi się ogromna, chociaż jest tak mała, że dzisiaj pewnie zeszłabym z niej jak ze schodka.

Pamiętam gruszę w centrum podwórka, po naszej stronie. Wielką, rozłożystą, z ciężkimi owocami. Jak z „Return to Innocence” Enigmy. Późnym latem leżą pod nią dojrzałe owoce, a dookoła kręci się masa muszek połyskujących w słońcu jak brokat. Niedaleko rosną goździki. Mama przynosi je do domu potrząsając nimi po drodze, żeby nie znieść do kuchni robaków. W goździkach często są skorki, więc muszę trzymać się od nich z daleka, bo wejdą mi do ucha. Tak za każdym razem mówi Mama.

Zapisało się we mnie też jedno z najpiękniejszych wspomnień jakie mam. Późne lato, ciepły, słoneczny dzień. Jestem w jedynym pokoju jaki mamy, bo cały dom to tylko kuchnia i ten pokój. Siedzę przy otwartym oknie, a na wietrze delikatnie tańczą firanki. W pokoju stoi zielona wersalka, meblościanka, stary telewizor na stoliku albo szafce i stół. Przy stole siedzi Dziadek i ustawia radioodbiornik. Włosy ma już siwe, mimo że przecież jeszcze nie zaczęły się lata dziewięćdziesiąte, a on jest dopiero po sześćdziesiątce. Kręci pokrętłami, jest skupiony i zajęty. Czy to jest ta Unitra Diora Contessa z której jeszcze czasem płynęły dźwięki, kiedy byłam nastolatką? Nie wiem, możliwe. Ta scena jest jak wyrwana z filmu. Widzę ja w zwolnieniu i myślę, że mocno ukształtowała moją wrażliwość na obraz.

Nasz dom stoi na obrzeżach miasta, choć dzisiaj to miasto rozpełzło się o wiele dalej. Za domem jest „pole”, które wtedy wydaje mi się jak preria, wielkie, dzikie, porośnięte roślinami przez które trzeba się przedzierać. Latem biegam tam z bułką z jajecznicą, bo nie chcę marnować czasu na jedzenie przy stole, kiedy czeka mnie tyle przygód, a zimą z siostrami ciotecznymi robimy tam bałwana. Ich rękawiczki farbują śnieg na jeden kolor, a córki sąsiadów na inny, więc wymieniają się różnobarwnymi pigułami i nasze bałwany są kolorowe.

Tuż za polem biegną tory. Co noc głośno i wyraźnie słychać pociągi. To turkotanie i furkotanie na całe życie pozostaje jednym z moich ukochanych dźwięków. Za każdym razem wywołuje tęsknotę. Dwadzieścia lat później tak się składa, że mieszkam niedaleko stacji i znowu słucham tego spokojnego, jednostajnego dudnienia i myślę często o tamtych nocach z dzieciństwa z nieokreślonym ściskiem w żołądku.

Nocami poza pociągiem słychać też maszynę do szycia Mamy. W jedną zimę, pod choinkę dostaję uszytą pościel dla lalek. Kołderka, prześcieradło i poduszka zrobione ze starej, musztardowej zasłony wypchanej watą i gałgankami. Do dzisiaj pamiętam fakturę materiału i przeszycia tworzące struktrę prawdziwej pościeli. I za każdym razem, kiedy ktoś pyta mnie o najlepszy prezent jaki dostałam to odpowiadam, że tę pościel szytą przez Mamę nocą.

Te historie, obrazy dzieciństwa (może trochę przekłamane, bo sklejone z własnych wspomnień, opowieści innych i starych fotografii) są moim farszem. Nadzieniem, którego smak rzutuje na to jak widzę tu i teraz. Chodząc rozglądam się i szukam takich samych starych furtek, kwiatów przy płocie, grusz w sierpniowym słońcu. Wsłuchuję się w pociągi, wytrzepuję niewidzialne skorki z goździków, lubię zapach starych, rozgrzanych Łuczników. Ten dom, mimo że krótko przez nas zamieszkiwany rozrósł się w dużą wrażliwość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *