Woycicka  • Magdalena Wójcicka

BHP Run. #notatkiterapeutyczne

Bywa czasem tak, że pewne rzeczy przychodzą do mnie spóźnione. Jakby wagony z emocjonalnym załadunkiem jechały na końcu składu, a cały proces to BHP Run, który ma 7353 metry. Kiedy wjeżdża lokomotywa wszystko wydaje się być w porządku, ale gdy odjeżdża ostatni dusi mnie pod żebrami.

Mam to. Teraz. Nie myślę o tym celowo, nie analizuję, nie wywlekam. Zupełnie zwyczajnie, zupełnie naturalnie, przy każdym oddechu – pojawia się taki odważnik co go panie sklepowe kładły na wagach, żeby wyrównać szale, kiedy kupowało się ziemniaki. I ten żeliwny odważnik dociska mi mostek.

Myślę, że pewna formuła w wydarzeniach ostatniego czasu się wyczerpała, że już nie pójdę dalej. Jednocześnie nie chce mi się nic ruszać, zmieniać. Marazm taki, wymieszany z żalem. Coś by się zmieniło, ale w sumie po co? Jestem spauzowana, kiedy dookoła świat gna jak dziki.

Jednocześnie bardzo wnikliwie podchodzę do swoich emocji. Pytam się sama o co chodzi, jak się czuję, dlaczego jestem obojętna, a dlaczego coś innego boli. Rozkładam sobie te elementy i fragment po fragmencie układam. Gdzieś zostaje luka, gdzieś dokładam coś co nie pasuje, ale proces tworzenia trwa, a to jest dobre.

Mimo pewnych przestrzeni wypełnionych wiarą zawsze byłam człowiekiem szkiełka i oka. Teraz, czasem nie rozumiem i zadaję puste pytanie „dlaczego” w przestrzeń. Ej, dlaczego? Przecież byłam grzeczna. Odkładałam rzeczy na swoje miejsce. Nie udawałam katarków. Nie udawałam orgazmów. Mówiłam „dzień dobry”, „cześć” i „dziękuję”. Wstawałam z pierwszym budzikiem. Płaciłam rachunki na czas. Kwiatki podlewałam. Wszystko, ale to wszystko robiłam jak trzeba. I chuj.

Szukam cały czas luki w schemacie. Odgrzewam ten kotlet setny raz i szperam, szukam, bo gdzieś jest rozwiązanie. Palec wskazujący mam przygotowany, żeby znowu włączyć PLAY. Za chwilę włączę. Obiecuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *